Dlaczego dzieła Quentina Tarantino są takie niezwykłe? Przemawia przez nie miłość do kina – z szacunkiem odnosi się on zarówno do wielkich i cenionych dzieł jak i filmów klasy B, a także pasja, z którą realizuje swoje produkcje. To w jaki sposób Tarantino komunikuje się z widzem chcę przedstawić na przykładzie jego przed ostatniego obrazu – Death Proof.W wolnym tłumaczeniu tytuł ten oznacza „śmiercioodporny”, natomiast sam film opowiada o perypetiach ośmiu kobiet i… jednego szaleńca, nazywającego siebie Kaskaderem Mikem, który jako broni do uśmiercania swych ofiar używa specjalnie zmodyfikowanego samochodu. Fabuła być może nie brzmi zbyt skomplikowanie i faktycznie taka nie jest. Film broni się fenomenalnymi postaciami i dialogami, no i przede wszystkim klimatem, który żywcem przypomina filmy z gatunku exploitation z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.
Klimat – to słowo klucz do zrozumienia i docenienia tej produkcji. W tym miejscu również zaczyna się zabawa Tarantino z widzem. Obraz ten zrealizowany jest przy użyciu technik jakie dostępne dla filmowców w czasach muzyki disco i kolorowych parkietów. Nie jest to film, który zachwyci nas komputerowo generowanymi efektami specjalnymi – tutaj wszystko co widzimy dzieje się naprawdę. To hołd, który reżyser chce oddać mistrzom kina, ale i nam – widowni, która na wielkim ekranie widzi tylko owoce pracy animacji komputerowej. Quentin zrealizował swój film tak jak naprawdę powinno się je kręcić.
Warto również zaznaczyć, że sama tematyka filmu nawiązuje do, pozwolę sobie to nazwać, „odrobinę” tańszych filmów, które zalewały amerykańskie kina około czterdziestu lat temu. Mam na myśli horrory i filmy grozy, które wówczas cieszyły się sporą popularnością w tak zwanych grindhouse’ach, czyli małych kinach, gdzie seanse kosztowały zaledwie kilka dolarów, a tej cenie mogliśmy obejrzeć aż dwa filmy. Do tych czasów starał się nawiązać reżyser dlatego też oglądanie Death Proof jest niezwykłym doświadczeniem. Taśma specjalnie jest zabrudzona, a w połowie filmu widzimy komunikat, że zabrakło kilku rolek i film przeskoczy o kilka minut do przodu – to nie są żarty! O tym, że Quentin stara się przywołać ducha lat siedemdziesiątych już wiemy. A co z charakterystycznymi nawiązaniami do popkultury i innych jego filmów? Oczywiście ich również nie mogło zabraknąć. Death Proof w całości to jedno wielkie wspomnienie nieodżałowanych klasyków tzw. kina samochodowego. Tytuły takich produkcji jak Vanishing Point, Gone In 60 Seconds czy Bullit pojawiają się w dialogach, ale i subtelnych szczegółach takich jak plakaty czy emblemat na masce samochodu głównego czarnego charakteru. Finał filmu to pościg samochodowy w starym, dobrym stylu. Nic więcej chyba nie muszę mówić.
Reżyser nie zapomniał także o swoich wiernych fanach. Usłyszymy znajome dźwięki m.in. melodię z filmu Kill Bill w formie… dzwonka na komórkę jednej z głównych bohaterek, przywitamy się ze starymi znajomymi – dwójką policjantów, również z obrazu o odzianej na żółto zabójczyni, którzy to, szczerze mówiąc, więcej mówią niż robią. Powraca także kilku innych aktorów z wcześniejszych dzieł Tarantino. Nie mówiąc już o tym, że sam Quentin gra tu małą rolę. Ale to jeszcze nie wszystko, gdyż przykłady tego typu można mnożyć – cytaty z filmów i książek, padające z ust bohaterów czy sam Kurt Russell, legenda kina akcji lat osiemdziesiątych, który lekko już zapomniany przez „fabrykę snów” powraca w blasku chwały w świetnej roli mordercy jakiego kino jeszcze nie widziało. A przykłady tego typu można tu mnożyć…
Podsumowując – jaki jest przekaz tego filmu? Moim zdaniem, jako widza i wiernego fana twórczości Quentina Tarantino, to przede wszystkim hołd dla starej szkoły filmu i pewnych klasyków, które na zawsze pozostaną w naszej pamięci. To także mrugnięcie okiem w stronę miłośników wcześniejszych filmów tego nietuzinkowego reżysera. I ostatnie, ale chyba najważniejsze – film ma być rozrywką i każde dzieło Quentina dostarcza nam właśnie tego.


1 komentarz:
muszę obejrzeć death proof'a w takim razie:)koniecznie. po takiej recenzji:)
Prześlij komentarz